W pogoni za...

Sport

Panowie, wracamy na salony!

Dartm BogoriaOd historycznych już Mistrzostw Europy w Budapeszcie minęło kilka dni. Chciałabym powiedzieć, że polski tenis stołowy ma teraz swoje pięć minut. Nie mówiąc o Jakubie Dyjasie, który w spektakularny sposób wywiózł z Węgier dwa medale – srebro w grze podwójnej z Danielem Górakiem i brąz w singlu, bo to oczywiste, że ten młody tenisista jest teraz na ustach wielu Polaków.

W spektakularnym stylu, pochodzący z Koszalina Dyjas, a na co dzień reprezentujący zespół niemieckiej Bundesligi – TTC Oschenhausen, pokonał w drugiej rundzie aktualnego mistrza Europy Dimitrija Ovtcharova, brązowego medalistę igrzysk olimpijskich z Londynu 2012. Wywołał małą lawinę sensacji nie tylko w naszym kraju, ale i na całym świecie. Bo przecież słynny „Owca” nie przegrywa z byle kim, a najlepsi Azjaci mają do niego olbrzymi respekt. Poza tym pokonał go Polak, co zawsze dodaje, przynajmniej w naszym kraju, pikanterii.

Oczywiste jest, że sukcesy budują, jednoczą i nagle wszyscy stają się fanami tenisa stołowego bardziej niż wczoraj, bo Polacy walczą o medale. Przyznam, że i ja, mimo że jestem w tym naszym tenisie od wielu lat, z inną uwagą śledziłam zmagania naszych reprezentantów. Siedziałam w metrze, sprawdzałam wyniki, w pociągu robiłam to samo. Wyszłam na chwilę do sklepu, wiedząc, że któryś z chłopaków właśnie gra, śledziłam livescoring na stronie ITTF. Za znajomymi wymienialiśmy się statystykami i newsami, kto z kim i czy ma szanse w następnej rundzie.

W mediach pojawiały się liczne artykuły, przede wszystkim porównania Jakuba Dyjasa do sukcesów Andrzeja Grubby. I dobrze, niech piszą, niech mówią i porównują. Niech zastanawiają się, co jeszcze chłopaki, a przede wszystkim młody Kuba Dyjas, mogą osiągnąć. O niego się nie boje, bo wrócił do Niemiec, chwilę odpoczął i na pewno kontynuuje solidne treningi, bo niebawem kolejne turnieje międzynarodowe, Liga Mistrzów, a nim się obejrzymy, Mistrzostwa Polski do rozegrania, a może i do wygrania, bo Kuba na pewno będzie jednym z faworytów do złota w singlu.

Boję się raczej o nasz polski pingpong w tym momencie. Żebyśmy nie zmarnowali po raz kolejny tych naszych pięciu minut. Zróbmy coś, razem. W szkółkach, w klubach, na skalę krajową – nie dajmy o sobie zapomnieć. Weźmy na serio do siebie to, że jeszcze dzisiaj i może przez najbliższe dwa, trzy tygodnie, Polacy kojarzyć będą nazwiska Dyjasa i Góraka, ale za dwa miesiące już pewnie mniej.

Przypomnijmy ludziom, że tenis stołowy to nie tylko pingpong na świetlicy lub na betonowych stołach. Że mamy LOTTO Superligę, jedną z najlepszych w całej Europie, a trzy nasze zespoły walczą w elitarnych rozgrywkach Ligi Mistrzów. I że oczywiste jest to, że tenis stołowy to dyscyplina olimpijska i coś mnie ukłuło w środku, kiedy przeczytałam tekst jednego z dziennikarzy, który przypomniał, że tenis stołowy rozgrywany jest na igrzyskach olimpijskich. Wiadomo, że jest. Więcej! Jestem przekonana, że po świetnym meczu z reprezentantami Japonii w 1/8 turnieju drużynowego mężczyzn w Rio de Janeiro, Polacy już wbili sobie do głowy nazwiska naszych zawodników. W miniony weekend, otrzymali solidne przypomnienie, że Polacy grają i całkiem nieźle im to wychodzi.

Bo skoro kilkadziesiąt lat temu odnosiliśmy sukcesy na skalę międzynarodową, to dlaczego nie możemy osiągać ich teraz?